-(head104open) 'st<baza=>dylanx259>' Dylan słyszysz mnie?'end
-'st<dylanx259=>baza>' Słyszę, mamo.'end
-'st<baza=>dylanx259>' Musisz wydostać wojowników uwięzionych w bakuprzestrzeni. 'end
-'st<dylanx259=>baza>'A co będę z tego miał?' end
Zawachała się, nie wiedziała co może więcej dać systemowi. Przyłożyła się pisząc go, więc czego więcej mógłby chcieć? Wtem ją olśniło. Ponownie klawiatura poszła w ruch.
-'st<baza=>dylanx259>'zwolnie Ci blokadę, będziesz miał pełną władzię nad bakuprzestrzenią. Stoi?'end
-'st<dylanx259=>baza>' Stoi, do usłyszenia za trzy dni!'end (head104close)
Gdy tylko zakończyli rozmowę wzięła się za hakowanie systemu bakuprzestrzeni, nie było to zbyt trudne. Po półgodzinie Dylan zyskał pełny dostęp. Jednak taka ilość danych, usmażyła jej służbowy komputer... Tak w zasadzie to na tym mogła by skończyć swoją prace, gdyby nie fakt, że decyzją zarządu musiała pozostać w firmie do uratowania uwięzionych. Dostała własny "mały" pokoik w posiadłości Marukura, więc żyła sobie przez następne trzy dni po królewsku. Unikając spotkań z Kato (który mógłby ją rozpoznać) i udając, że pracuje. Po wyznaczonym czasie Dylan u Marucho skontaktowali się z biurem na ziemi i parę godzin oraz bitew później wszyscy byli już uwolnieni. A mówiąc wszyscy, mam namyśli wszystkich, bo ci idioci ściągnęli ze sobą Magmela! Jednak jej to już zbytnio nie obchodziło. Wykonała swoją prace, nie miała ochoty po raz kolejny oglądać epickiej walki, którą i tak wygra Dan cztery razy ewoluując Drago, a już szczególnie nie miała ochoty patrzec na Shuna...Wyjęła kartę i znalazła się z powrotem w domu. Ruszyła do swojego pokoju, lecz zatrzymała się przy najbliższym oknem. Było otwarte na parapecie siedziała Angie paląc peta, już miała ją z wrzeszczeć, gdy zorientowała się, że dziewczyna w ogóle się nie porusza! Nawet nie oddycha, dym unoszący się z papierosa też się nie przemieszczał.
-Co jest? -spytała sama siebie. Wyjęła dziewczynie używkę z ręki i wyszła przez okno. Znalazła się na podwórzu w okół niej znajdował się zatrzymany świat. Ptaki znieruchomiały w locie, a niebo było fioletowe.
-To zupełnie jak...-wyszeptała i złapała się za głowę. -Nie, to nie może być przecież pozbyłam się negatywnej energii i zaakceptowałam cechy Maskarada!
Rozejrzała się jeszcze raz. Jej uwagę przykuły świeże ślady na śniegu. Ruszyła ich tropem chwilę później usłyszała kobiecy głos. Przyspieszyła, minęła las i wypadła na polankę opodal strumienia. Wzdrygnęła się nie lubiła tego miejsca... Powiodła wzrokiem po każdym szczególe, zaczynają od strumienia, przez samotną wierzbę kończąc na postaci stojącej pod drzewem. Mrugnęła, jakby nie mogła uwierzyć w to co widzi.
-Nie możliwe-szepnęła.
......................................................
No i mamy pierwszą notkę w tym roku! Jej! W tym miejscu chciałabym odrobinę wyjaśnić, otóż trochę przeskoczyłam i gdy Alice "bywała" w bakuprzestrzeni trochę się działo... M. in. Dlatego teraz nie chce widzieć Shuna. Miałam to opisać, ale postanowiłam, że później do tego wrócę. Po za tym możecie mieć wątpliwości odnośnie tego co znaczy " przecież zaakceptowałam cechy Maskarada" chodzi mi o to, że Maskarad w pewnym sensie zawsze był częścią Alice, o której zapomniała. A moc ciszy, ją z niej brutalnie wyszarpnęła i skierowała na złą stronę. Alice z mojego opowiadania jest (a może raczej ma być) takim kompromisem pomiędzy Alice z anime i Maskaradem. Notkę dedykuje Kirze, która nie wiem czy to czyta bo w życiu nie skomentowała... ( Nie, ja wcale nie wyudzam komentarzy, nie...)
I tak wiem, że krótkie...nudne, brak dialogów i w ogóle nic się nie dzieje!